Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 20

Rozdzia� 20



    Kiedy sp�dza si� ca�e tygodnie blisko drugiej osoby, tak blisko, �e si� s�yszy ka�d� czkawk�, zna si� ka�dy zapach i zadrapanie na sk�rze, ko�czy si� to albo nienawi�ci�, albo takim zapl�taniem si� w siebie, �e trudno te wi�zy zrzuci�. W przypadku Klary i moim by�o jedno i drugie. Nasz romansik przekszta�ci� si� w zwi�zek syjamskich bli�ni�t. Nie by�o w nim �adnej mi�o�ci, zabrak�o na ni� miejsca. A jednak zna�em ka�d� cz�stk� Klary, ka�dy por sk�ry, ka�d� my�l, zna�em j� du�o lepiej ni� moj� matk�. A zna�em w taki sam spos�b - poczynaj�c od �ona. Klara otacza�a mnie ca�kowicie.
    I tak jak z yin i yang ona te� by�a otoczona przeze mnie, nakre�lali�my sobie nawzajem �wiat i chwilami mia�em rozpaczliw� potrzeb� - a pewien jestem, �e ona r�wnie� - oderwania si� od siebie i odetchni�cia na nowo �wie�ym powietrzem.
    Po powrocie, brudni i wycie�czeni, automatycznie ruszyli�my w kierunku pokoi Klary. Tam by�a oddzielna �azienka, tam by�o dosy� miejsca, wszystko by�o gotowe i padli�my na ��ko jak stare ma��e�stwo po tygodniowej wakacyjnej w��cz�dze. Tyle, �e my nie byli�my starym ma��e�stwem. Nie mia�em do niej �adnego prawa. Klara postara�a si� mi o tym przypomnie� nast�pnego dnia przy �niadaniu ostentacyjnie p�ac�c rachunek (w�ciekle drogie przywiezione z Ziemi kanadyjskie jaja na bekonie, �wie�y ananas, p�atki zbo�owe, prawdziwa �mietanka, cappuccino). Zademonstrowa�em odruch Warunkowy, kt�rego oczekiwa�a. - Nie musisz tego robi� - powiedzia�em. - I tak zdaj� sobie spraw�, �e masz wi�cej pieni�dzy, ni� ja.
    - I chcia�by� wiedzie� ile - odpowiedzia�a, u�miechaj�c si� s�odko.
    Je�li chodzi o �cis�o��, wiedzia�em. Powiedzia� mi to Shicky. Mia�a na koncie 700 tysi�cy dolar�w i jakie� drobne. Wystarczy�oby to na powr�t na Wenus i na spokojne �ycie, gdyby chcia�a, cho� trudno mi zrozumie�, dlaczego w og�le kto� chce tam �y�. Mo�e w�a�nie dlatego zosta�a na Gateway, cho� nie musia�a. Tunele s� wsz�dzie jednakowe. - Powinna� w ko�cu wyj�� na �wiat - m�wi�, doko�czaj�c swoj� my�l na g�os. - Nie mo�na na zawsze pozosta� w �onie matki.
    By�a zaskoczona, lecz rozbawiona. - Kochany Bobie - powiedzia�a wyci�gaj�c z mojej kieszeni papierosa i pozwalaj�c mi go zapali� - powiniene� zostawi� w spokoju swoj� zmar�� matk�. Jest mi bardzo trudno ci�gle pami�ta� o tym, �e mam ci� odpycha�, by� m�g� przeze mnie j� adorowa�.
    Zauwa�y�em, �e m�wili�my o r�nych sprawach, cho� z drugiej strony mo�e i nie. G��wnym celem nie by�o przekazanie my�li, lecz zadanie b�lu. - Klaro - powiedzia�em uprzejmie - wiesz, �e ci� kocham. Martwi mnie, �e sko�czy�a� czterdziestk� nie prze�ywszy prawdziwie trwa�ego zwi�zku z m�czyzn�.
    Zachichota�a. - Koteczku - odpowiedzia�a - chcia�am w�a�nie o tym porozmawia�. O twoim nosie. - Skrzywi�a si�. - Wczoraj w nocy, mimo �e by�am tak zm�czona, my�la�am, �e si� porzygam, dop�ki si� nie obr�ci�e�. Mo�e gdyby� si� przeszed� do szpitala, to wyci�gn�liby ci to �wi�stwo.
    Niestety, nawet ja to czu�em. Nie wiem dok�adnie, co jest w zgni�ym opatrunku chirurgicznym, ale trudno to znie��. Obieca�em wi�c, �e p�jd� do szpitala i potem, by jej zrobi� na z�o��, nie doko�czy�em porcji �wie�ego ananasa za sto dolar�w. Ona z kolei, by mnie ukara�, zacz�a ze z�o�ci� przesuwa� moje rzeczy w szafce robi�c w ten spos�b miejsce na zawarto�� swego nesesera. Si�� rzeczy musia�em wi�c powiedzie�: - Nie r�b tego, dziecino. Mimo �e ci� tak bardzo kocham, chyba na troch� wr�c� do swego pokoju.
    Wyci�gn�a r�k� i poklepa�a mnie po ramieniu. - B�dzie mi tu pusto - powiedzia�a, gasz�c papierosa. - Przyzwyczai�am si�, �e mam ci� rano obok siebie. Z drugiej jednak strony...
    - Wst�pi� po rzeczy w drodze do szpitala - przerwa�em. Rozmowa ta nie sprawia�a mi zbytniej przyjemno�ci, wi�c nie chcia�em jej ju� przed�u�a�, p�ki mo�na takie utarczki damsko-m�skie uzasadni� napi�ciem przedmenstrualnym. Podoba mi si� ta teoria, ale wiedzia�em niestety, �e w tym przypadku nie ma zastosowania do Klary. Pozostaje r�wnie� otwarty problem, jak wyt�umaczy� moje zachowanie.
    W szpitalu musia�em czeka� ponad godzin�, a potem bardzo bola�o.


UWAGI O WYBUCHACH


    Dr Asmenion: Oczywi�cie dobre pomiary Novej lub Supernovej warte s� kup� forsy. To znaczy pomiary samego procesu. Zdj�cia wykonane p�niej nikogo ju� nie interesuj�, i pami�tajcie, �eby zawsze szuka� naszego s�o�ca, jak ju� je znajdziecie, zr�bcie wszystkie mo�liwe odczyty, we wszystkich cz�stotliwo�ciach, w najbli�szym otoczeniu z odchyleniem do pi�ciu stopni z ka�dej strony. Oczywi�cie, przy maksymalnym powi�kszeniu.
    Pytanie: A po co?
    Dr Asmenion: Mo�e znajdziecie si� przypadkiem po drugiej stronie s�o�ca, gdzie� w okolicy gwiazdy Tycho czy Mg�awicy Kraba, czyli pozosta�o�ci Supernovej z roku 1054 w Gwiazdozbiorze Byka. I mo�e uda wam si� zrobi� zdj�cie takiej gwiazdy przed wybuchem. Za co� takiego daliby wam od r�ki z pi��dziesi�t czy sto tysi�cy.




    Krwawi�em jak zarzynane prosi�, poplami�em koszul� i spodnie, a kiedy wyci�gali z nosa t� nieko�cz�c� si� gaz�, kt�r� Ham Tayeh wepchn��, by zatamowa� krwotok, odczuwa�em to, jakby wyrywali ze mnie kawa�y �ywego mi�sa. Wrzeszcza�em. Niewysoka starsza Japonka, kt�ra tego dnia pe�ni�a dy�ur w ambulato�um, ledwie to wytrzymywa�a. - Zamknij si�, prosz�! - powiedzia�a. - Zachowujesz si� jak ten pomyleniec, kt�ry wr�ci� niedawno temu, a potem si� zabi�.
    Kaza�em si� jej odsun��, r�k� przytrzymywa�em nos, �eby zatamowa� krew. Czu�em, �e dzieje si� co� niedobrego. - Jak si� nazywa�?
    Odepchn�a moj� r�k� i dotkn�a nosa. - Nie wiem, ale zaraz, zaraz... Ty te� jeste� chyba z tego pechowego statku?
    - W�a�nie chc� sprawdzi�. Czy nazywa� si� Sam Kahane?
    Sta�a si� nagle bardziej ludzka. - Tak mi przykro, kochanie - powiedzia�a. - Chyba tak si� nazywa�. Chcieli mu da� zastrzyk, �eby si� uspokoi�, a on wyrwa� lekarzowi ig�� i... no, zad�ga� si� na �mier�.
    To rzeczywi�cie by�a wiadomo�� dnia.
    W ko�cu uda�o jej si� skauteryzowa� m�j nos. - Wsadz� tylko niewielki opatrunek - powiedzia�a. - Jutro sam go sobie wyjmiesz. Tylko powoli. Je�li b�dziesz krwawi�, p�dem przylatuj.
    Kiedy mnie pu�ci�a, wygl�da�em jak niedosz�a ofiara kata. Docz�apa�em do pokoju Klary, by si� przebra�. Lecz na tym nie ko�czy�y si� nieprzyjemno�ci tego dnia. - Cholerne Bli�ni�ta - warkn�a na mnie. - Nast�pnym razem, je�li polec�, to z Bykiem, na przyk�ad z takim Miecznikowem.
    - Co si� sta�o?
    - Przyznali nam dwana�cie tysi�cy pi��set premii - na pi�cioro. Bo�e! Przecie� ja mojej s�u��cej daj� wi�ksze napiwki.
    - Sk�d wiesz? - zd��y�em ju� podzieli� dwana�cie i p� tysi�ca przez pi��, lecz w tym samym u�amku sekundy przelecia�o mi przez my�l, czy w zaistnia�ej sytuacji nie podziel� tej sumy na cztery.
    - Dzwonili dziesi�� minut temu. O Bo�e! Najbardziej kurewska wyprawa, jak� kiedykolwiek odby�am i mam z niej tyle, �e wystarczy zaledwie na jeden zielony �eton w kasynie. - Popatrzy�a na moj� koszul� i z�agodnia�a nieco. - No, to nie twoja wina, Bob, ale Bli�ni�ta nigdy nie potrafi� podj�� decyzji. Powinnam o tym dobrze wiedzie�. Poczekaj, poszukam jakiego� czystego ubrania.
    Pozwoli�em jej to zrobi�, ale i tak nie zosta�em. Zebra�em swoje rzeczy i poszed�em w kierunku zlotni, zostawi�em je potem w recepcji, gdzie poprosi�em z powrotem o m�j pok�j i gdzie skorzysta�em z piezofonu. Wspominaj�c o Miecznikowie przypomnia�a mi o czym�, co mia�em ju� wcze�niej zrobi�.
    Miecznik�w pomarudzi�, ale w ko�cu zgodzi� si� spotka� ze mn� w sali wyk�adowej. Przyszed�em tam przed nim. Zatrzyma� si� na progu, rozejrza� i zapyta�: - A gdzie jest ta, jak jej tam...?
    - Klara Moynlin? Jest u siebie. - Zwi�z�a, prawdziwa, wymijaj�ca... modelowa odpowied�.
    - Hm. - Wskazuj�cym palcem pog�adzi� spotykaj�ce si� pod podbr�dkiem bokobrody. - No to chod�. - Prowadz�c mnie rzuci� przez rami�: - My�l�, �e ona by wi�cej skorzysta�a ni� ty.
    - Z pewno�ci�. Dane.
    - Hm. - Zawaha� si� u wypuk�o�ci w pod�odze, kt�ra stanowi�a wej�cie do jednego ze statk�w instrukta�owych, potem wzruszy� ramionami, otworzy� w�az i wgramoli� si� do �rodka.
    Wchodz�c za nim pomy�la�em, �e by� wyj�tkowo otwarty i �yczliwy. Kuca� przed monitorem selektora lot�w ustawiaj�c cyfry. W r�ku trzyma� przeno�ny czytnik danych pod��czony do g��wnego komputera Korporacji. Wiedzia�em, �e w��cza jedno ze znanych ustawie�, wi�c nie zdziwi�o mnie, �e kolory pojawi�y si� prawie natychmiast. Stukn�� kciukiem w dostrajacz i spogl�daj�c na mnie przez rami� czeka�, a� ca�y ekran utonie w przera�liwej r�owo�ci.
    - W porz�dku - powiedzia�. - Dobre, jasne ustawienie. Teaz sp�jrz na doln� cz�� spektrum.
    Chodzi�o o w�skie, od czerwieni do fioletu, pasmo t�czy po prawej stronie ekranu. Fiolet by� na samym dole i kolory przechodzi�y jeden w drugi, od czasu do czasu przerywane jedynie jaskrawym pasmem lub czerni�. Wygl�da�o dok�adnie jak to, co astronomowie nazywaj� liniami Frauenhofera, kiedy tylko spektroskop mo�e im pom�c ustali�, z czego zbudowana jest jaka� gwiazda lub planeta. Ale to nie by�y linie Frauenhofera, tamte wykazuj�, jakie pierwiastki wyst�puj� w �r�dle promieniowania (lub w obiekcie, jaki zapl�ta� si� mi�dzy to �r�d�o, a obserwatora). B�g jeden wie, co te linie wskazywa�y.
    B�g - i by� mo�e Dane Miecznik�w. Prawie si� u�miecha� by� zadziwiaj�co rozmowny. - Widzisz to pasmo trzech czarnych linii na niebieskim? - spyta�. - Prawdopodobnie zwi�zane jest z ryzykiem misji. W ka�dym razie odczyty komputera wskazuj�, �e je�li jest tu sze�� lub wi�cej smug - statek nie wraca.
    S�ucha�em go z pe�n� uwag�. - Bo�e! - westchn��em, my�l�c o wszystkich ludziach, kt�rzy nie �yj�, poniewa� o tym nie wiedzieli. - Dlaczego o takich rzeczach nie m�wi si� nam w szkole?
    - Nie b�d� idiot�, Broadhead - odpowiedzia� z du�� cierpliwo�ci� jak na niego. - To wszystko s� najnowsze odkrycia. A i tak du�o w tym domys��w. Poza tym zale�no�� mi�dzy liczb� linii poni�ej sze�ciu, a bezpiecze�stwem wyprawy nie jest tak oczywista. Niestety, to nie tak, �e si� dodaje poszczeg�lne linie za kolejne stopnie niebezpiecze�stwa. Mo�na by si� spodziewa�, �e przy pi�ciopasmowych ustawieniach b�dzie wysoki procent strat, za� przy braku smug - pe�ne bezpiecze�stwo. Tylko, �e nie ma tak dobrze. Najbezpieczniejsze s� wyprawy przy jednej lub dw�ch liniach. Przy trzech te� nie jest �le, cho� zdarzaj� si� i straty. Przy zerowej liczbie statystyka jest podobna, jak przy trzech.
    Po raz pierwszy pomy�la�em, �e naukowcy Korporacji rzeczywi�cie zas�uguj� na pieni�dze, kt�re dostaj�. - Dlaczego zatem nie latamy tylko do miejsc bezpiecznych?
    - Wcale nie jeste�my do ko�ca przekonani, �e s� one rzeczywi�cie bezpieczne - nadal cierpliwie jak na siebie odpowiada� Miecznik�w. Jego ton by� du�o bardziej stanowczy ni� s�owa. - Poza tym gdy masz opancerzony statek, powiniene� �atwiej poradzi� sobie z niebezpiecze�stwem. Sko�cz ju� z tymi g�upimi pytaniami, Broadhead.
    - Przepraszam. - Zaczyna�o mi by� niewygodnie, gdy tak kl�cza�em za nim i zagl�da�em mu przez rami�, kiedy obr�ci� si�, by na mnie popatrze�, jego bokobrody wr�cz przejecha�y mi po nosie. Nie chcia�em jednak zmienia� pozycji.
    - Popatrz tutaj, na kolor ��ty. - Wskaza� na pi�� jasnych linii. - Ten odczyt wydaje si� mie� zwi�zek z powodzeniem wyprawy. B�g raczy wiedzie�, co one wyznaczaj�, lub raczej, co Heechowie tym wyznaczali, je�li jednak chodzi o finansowe korzy�ci, istnieje do�� wyra�na zale�no�� mi�dzy liczb� linii tej cz�stotliwo�ci, a sum� pieni�dzy, jakie otrzymuj� za�ogi.
    - O rany!
    Kontynuowa� nie zwracaj�c na mnie uwagi. - Oczywi�cie, Heechowie nie wymy�lili tego, by liczy� twoje lub moje dochody. Musz� to by� pomiary czego� innego, tylko czego? Mo�e g�sto�ci zaludnienia w tym regionie lub poziomu rozwoju technicznego. Mo�e to po prostu przewodnik Michelina i m�wi nam jedynie o tym, �e w danej okolicy znajdowa�a si� restauracja z pi�cioma gwiazdkami. W ka�dym razie co� w tym jest. Loty przy pi�ciu ��tych smugach maj� przeci�tnie pi��dziesi�t razy wy�sze zyski ni� te z dwoma paskami, a dziesi�� razy wy�sze ni� wi�kszo�� innych wypraw.
    Ponownie odwr�ci� si� i jego twarz znalaz�a si� dos�ownie par� centymetr�w ode mnie, a jego oczy wpatrywa�y si� w moje.
    - Czy chcesz zobaczy� inne ustawienia? - spyta� tonem, kt�ry wymaga� zaprzeczenia, wi�c zaprzeczy�em. - Okay - sko�czy� na tym.
    Wsta�em i cofn��em si�, �eby mie� troch� wi�cej miejsca. - Tylko jedno pytanie. Z pewno�ci� masz jaki� pow�d, �e m�wisz mi o tym wszystkim, zanim stanie si� to powszechnie wiadome. Jaki to pow�d?
    - Tak - odpowiedzia�. - Chcia�bym, �eby ta, jak jej tam... znalaz�a si� w mojej za�odze, je�li polec� Tr�jk� lub Pi�tk�.
    - Klara Moynlin.
    - No w�a�nie. Jest odporna, nie zajmuje zbyt wiele miejsca i potrafi dogada� si� z lud�mi lepiej ni� ja. Ja mam z tym czasem k�opoty - wyja�ni�. - Oczywi�cie, tylko w przypadku, je�li polec� Tr�jk� lub Pi�tk�. A nie mam na to zbytniej ochoty. Tak naprawd�, to chcia�bym znale�� Jedynk�. Je�li jednak nie b�dzie wolnej Jedynki z dobrym ustawieniem, b�d� potrzebowa� ludzi, na kt�rych mog� polega�, kt�rzy mi nie wejd� na g�ow�, znaj� si� na rzeczy, potrafi� pokierowa� statkiem, i tak dalej. Te� mo�esz lecie�, je�li chcesz.
    Kiedy wr�ci�em do swego pokoju, pojawi� si� Shicky, zanim jeszcze zabra�em si� do rozpakowywania rzeczy. Wyra�nie cieszy� si� z naszego spotkania. - Bardzo mi przykro, �e wasza wyprawa by�a nieudana - powiedzia� ze swoj� niewyczerpan� delikatno�ci� i serdeczno�ci�. - Bardzo mi r�wnie� przykro z powodu waszego przyjaciela Kahane. - Przyni�s� mi termos herbaty i ulokowa� si� na szafce naprzeciw mego hamaka, tak jak za pierwszym razem.
    Fatalna podr� ju� prawie wywietrza�a mi z pami�ci, umys� zaprz�ta�y mi teraz wizje kokos�w, jakie mia�a mi przynie�� rozmowa z Miecznikowem. Nie mog�em si� powstrzyma�, by o tym nie porozmawia�, opowiedzia�em wi�c Shicky'emu wszystko, co us�ysza�em od Dane'a.
    S�ucha�, jak dziecko s�ucha bajki, a jego czarne oczy b�yszcza�y. - To naprawd� ciekawe - zauwa�y�. - S�ysza�em ju� plotki, �e maj� co� og�osi�. Wyobra� sobie tylko, �e mogliby�my wyruszy� bez strachu, �e zginiemy, lub... - zawaha� si� trzepoc�c gaz� skrzyde�.
    - To wcale nie jest niezawodne, Shicky - powiedzia�em.
    - Tak, oczywi�cie, ale chyba przyznasz, �e to i tak jest krok naprz�d. - Przerwa� i przygl�da� mi si�, jak poci�gam �yk prawie pozbawionej aromatu japo�skiej herbaty. - Bob - zacz�� - je�li ruszysz na tak� wypraw� i b�dziecie potrzebowali dodatkowego cz�owieka... To prawda, �e w l�downiku nie by�oby ze mnie zbyt wiele po�ytku, ale na orbicie mog� robi� to wszystko, co inni.
    - Oczywi�cie, Shicky - stara�em si� za�atwi� spraw� taktownie. - Czy wiedz� o tym w Korporacji?
    - Zgodziliby si�, �ebym polecia� jako cz�onek za�ogi na miejscu, kt�rego nikt nie zechce.
    - Aha. Wola�em jednak nie m�wi�, �e nie bardzo mia�bym ochot� na lot, na kt�ry nikt inny nie reflektuje. Shicky wiedzia� o tym. Zna� ju� Gateway bardzo dobrze. Kr��y�y plotki, �e mia� kiedy� od�o�ony niez�y kapitalik, wystarczaj�cy na Pe�ny Serwis Medyczny i tak dalej. Ale albo go odda�, albo straci� i tak �y� jako kaleka. Wiem, �e mnie rozumia�, ale ja by�em daleki od zrozumienia Shikitei Bakina.
    Odsun�� si�, gdy rozk�ada�em rzeczy, plotkowali�my o wsp�lnych znajomych. Statek Sheri nie powr�ci�. Oczywi�cie, nie by� to, jak na razie, pow�d do zmartwienia. Spokojnie m�g� jeszcze nie wraca� kilka dobrych tygodni i nie by�oby to nic strasznego. Para Kongijczyk�w mieszkaj�ca za skrzy�owaniem powr�ci�a tymczasem z ogromnym �adunkiem modlitewnych wachlarzy, kt�re odnale�li na dotychczas nieznanej planecie Heech�w obiegaj�cej gwiazd� F-2 na skraju spiralnej odnogi Oriona. Dostali milion na troje, zabrali wi�c swoj� cz�� z powrotem do Mungbere. Za� Forehandowie...
    Louise Foiehand zajrza�a do mnie w momencie, kiedy o nich rozmawiali�my. - Us�ysza�am wasze g�osy - powiedzia�a zbli�aj�c si�, by mnie uca�owa�. - Przykro mi, �e wam si� nie powiod�o.
    - Bywa i tak.
    - W ka�dym razie - ciesz� si�, �e wr�ci�e�. Mnie te� nie posz�o lepiej. Trafi�am na idiotyczn� ma�� gwiazdk�, w pobli�u nie by�o �adnej planety. Nie mam poj�cia, dlaczego Heechowie w og�le mieli ten kurs. - U�miechn�a si� i z czu�o�ci� pog�adzi�a mnie po karku. - Chcia�abym dzi� wyda� przyj�cie na cze�� waszego powrotu. A mo�e ty i Klara...
    - To wspania�y pomys� - odpowiedzia�em. Nie m�wi�a wi�cej o Klarze. Nie by�o w�tpliwo�ci, �e plotka ju� si� rozesz�a, poczta pantoflowa na Gateway dzia�a dzie� i noc. Po paru minutach wysz�a.
    - Mi�a z niej kobieta - rzek�em do Shicky'ego ogl�daj�c si� za ni�. - W og�le mi�a rodzina. Czy co� j� gn�bi?
    - Owszem. Jej c�rka Lois powinna ju� dawno wr�ci�. Ostatnio mieli sporo trosk.
    Spojrza�em na niego. - Nie - powiedzia� - nie chodzi ani o Will�, ani ojca. S� na wyprawie, ale jeszcze nie sp�nieni. Chodzi o syna.
    - Wiem, Henryka. Nazywali go Hat.
    - Zmar� tu� przed ich przyjazdem tutaj. A teraz Lois. - Pochyli� g�ow�, podfrun�� i w locie podni�s� termos z herbat�. - Musz� i�� do pracy.
    - Jak idzie sadzenie bluszczu?
    - Ju� si� tym nie zajmuj� - odpowiedzia� ponuro. - Emma uwa�a�a, �e nie nadaj� si� na kierownika.
    - Tak? A co teraz robisz?
    - Dbam o to, by Gateway wygl�da�a atrakcyjnie - odrzek�. - Chyba mo�na mnie nazwa� "�mieciarzem".
    Nie wiedzia�em, co odpowiedzie�. Gateway by�a bardzo za�miecona, ma�a si�a przyci�gania powodowa�a, �e wyrzucony skrawek papieru czy lekkiego jak pi�rko plastiku m�g� pofrun�� dok�dkolwiek. Zamiecenie pod�ogi by�o niemo�liwe. Pierwsze poci�gni�cie szczotk� wprawia�o wszystko w ruch. Widzia�em sprz�taczy goni�cych z male�kimi r�cznymi odkurzaczami za kawa�kiem gazety i grudkami tytoniowego popio�u, nawet sam si� zastanawia�em, czy si� tym nie zaj��. Nie podoba�o mi si� jednak, �e robi� to Shicky.
    - Nic si� nie martw, Bob - jak on wspaniale czyta� w moich my�lach! - ja naprawd� lubi� t� robot�. Ale prosz� ci�, je�eli b�dziecie potrzebowali kogo� do za�ogi - pami�taj o mnie.
    Odebra�em premi� i op�aci�em utrzymanie na trzy tygodnie naprz�d. Kupi�em sobie par� potrzebnych rzeczy: nowe ubranie i par� ta�m z muzyk�, kt�ra mia�a zag�uszy� w mojej pami�ci Mozarta i Palestrina. W ten spos�b zosta�o mi jakie� dwie�cie dolar�w.
    Dwie�cie dolar�w to prawie tyle co nic. Mog�o starczy� na dwadzie�cia drink�w w B��kitnym Piekie�ku, na jeden �eton przy stole do gry w oko, lub, by� mo�e, na kilka solidnych obiad�w gdzie� poza kantyn�.
    Mia�em wi�c trzy rzeczy do wyboru. Znale�� inn� prac� i tym samym ugrz�zn�� tu na amen, wyruszy� na kolejn� wypraw� w ci�gu trzech tygodni albo da� za wygran� i wr�ci� do domu. �adna z tych mo�liwo�ci mnie nie poci�ga�a. Lecz zak�adaj�c, �e nie b�d� wydawa� zbyt du�o pieni�dzy, mog�em od�o�y� decyzj� na p�niej - o ca�e dwadzie�cia dni. Postanowi�em przesta� pali� i nie jada� w restauracjach, tym sposobem mog�em zredukowa� moje wydatki do maksimum dziesi�ciu dolar�w dziennie. Zatem moja got�wka sko�czy�aby si� wraz z op�aconym utrzymaniem.
    Zadzwoni�em do Klary. W piezofonie jej twarz i g�os by�y pow�ci�gliwe, lecz przyjazne, wi�c ja r�wnie� rozmawia�em z ni� pow�ci�gliwie i serdecznie. Nie wspomnia�em o przyj�ciu, a poniewa� ona nie wyrazi�a ochoty, by spotka� si� ze mn� wieczorem, tak to zostawili�my: w martwym-punkcie. Mnie to nie przeszkadza�o, nie potrzebowa�em Klary. Na przyj�ciu pozna�em inn� dziewczyn�, Doreen Mackenzie. Trudno w zasadzie nazywa� j� dziewczyn�, mia�a spokojnie dziewi�� lat wi�cej ni� ja i odby�a ju� pi�� wypraw. Bardzo mnie w niej podnieca�o to, �e raz jej si� rzeczywi�cie uda�o. Zabra�a ze sob� do Atlanty p�tora miliona i wyda�a wszystko chc�c kupi� sobie karier� piosenkarki piezowizyjnej. P�aci�a za utwory, menad�era, reklamy, og�oszenia, pr�bne nagrania, wszystko - i kiedy jej si� nie powiod�o, wr�ci�a na Gateway, by spr�bowa� raz jeszcze. Poza tym by�a bardzo, bardzo �adna.
    Lecz po dw�ch dniach poznawania Doreen znowu zadzwoni�em do Klary. - Czekam - powiedzia�a podniecona. By�em u niej w dziesi�� minut, po pi�tnastu znale�li�my si� w ��ku. K�opot z poznawaniem Doreen polega� na tym, �e j� ca�� pozna�em. By�a fajna i strasznie zapalona, ale nie by�a Klar� Moyniin.
    Kiedy le�eli�my razem w hamaku - spoceni, odpr�eni i zm�czeni - Klara ziewn�a, potarga�a moje w�osy, odchyli�a g�ow� i popatrzy�a na mnie. - Cholera - powiedzia�a sennym g�osem. - Chyba to tak wygl�da, gdy si� jest zakochanym.
    Chcia�em by� mi�y. - Dzi�ki temu �ycie toczy si� naprz�d. Nie, nie dzi�ki "temu", dzi�ki tobie.
    Potrz�sn�a ze smutkiem g�ow�. - Czasami nie mog� ci� ju� znie�� - odpowiedzia�a. - Strzelcy nie potrafi� dogada� si� z Bli�ni�tami. Ja jestem znakiem ognia - a ty.... jak wszystkie Bli�ni�ta jeste� bardzo niezdecydowany.
    - Wola�bym, �eby� ci�gle nie wraca�a do tych bzdur - odpowiedzia�em. Nie obrazi�a si�. - Chod�my gdzie� co� zje��.
    Zsun��em si� z hamaka i stan��em odczuwaj�c potrzeb� rozmowy bez kontaktu fizycznego. - Droga Klaro - zacz��em - nie mog� by� na twoim utrzymaniu, bo pr�dzej czy p�niej zaczniesz si� w�cieka�, a nawet je�li nie - to ja, spodziewaj�c si� czego� takiego, b�d� w�ciek�y na ciebie. Po prostu nie mam pieni�dzy. Je�li chcesz jada� poza kantyn� - r�b to sama. Nie b�d� ci� te� opala�, nie b�d� pi� twojego alkoholu i gra� twoimi �etonami. Masz ochot� co� zje�� - prosz� bardzo, id�, spotkamy si� p�niej. Mo�e p�jdziemy na spacer.
    - Bli�ni�ta nigdy nie wiedz�, jak post�powa� z fors� - westchn�a - ale potrafi� zachowa� si� w ��ku.
    Ubrali�my si� i wyszli�my co� zje��, ale w kantynie Korporacji, gdzie trzeba czeka� z tac� w kolejce, a potem je�� na stoj�co. Jedzenie jest nienajgorsze, je�li si� cz�owiek nie zastanawia zbytnio, na czym je wyhodowano. Cena te� jest przyst�pna - za darmo. M�wi�, �e je�li cz�owiek je wszystkie posi�ki w sto��wce, zaspokaja swe zapotrzebowanie kaloryczne w ponad stu procentach. Trzeba jednak je�� wszystkiego po trochu. Bia�ko jednokom�rkowe i bia�ko ro�linne s� niepe�nowarto�ciowe, je�li spo�ywa si� je oddzielnie. Nie wystarczy wi�c sama galaretka z soi lub budy� bakteryjny. Nale�y je�� jedno i drugie.
    Poza tym bezp�atne jedzenie Korporacji powoduje wydzielanie potwornej ilo�ci metanu, kt�ry z kolei sk�ada si� na to, co wszyscy dawni mieszka�cy Gateway wspominaj� jako charakterystyczny tutejszy zaduch.
    Potem, nie rozmawiaj�c zbyt wiele, zjechali�my w kierunku ni�szych poziom�w. Podejrzewam, �e obydwoje zastanawiali�my si�, dok�d idziemy. Nie tylko dos�ownie. - Masz ochot� na zwiedzanie? - spyta�a Klara.
    Wzi��em j� za r�k� i powoli, zamy�leni, ruszyli�my przed siebie. Zwiedzanie to �wietna zabawa. Niekt�re tunele, ju� od lat nie u�ywane i zaro�ni�te bluszczem, by�y nawet ciekawe. Poza nimi rozci�ga�y si� nagie pustkowia,



Anglika�ski Ko�ci� Gateway
Wielebny Theo Durleigh, kapelan
Komunia 10:30 w niedziele
Wieczorne nabo�e�stwa w zale�no�ci od zapotrzebowania


    Eric Manier, kt�ry z dniem 1 grudnia zako�czy� sw� prac� ko�cielnego, pozostawia po sobie niezatarte wspomnienie w naszej spo�eczno�ci ko�cio�a Wszystkich �wi�tych. Zaci�gn�li�my wobec niego, kt�ry po�wi�ci� nam swe wszechstronne umiej�tno�ci, d�ug nie do sp�acenia. Eric Manier urodzi� si� 51 lat temu w Elstree, Hertfordshire. Uko�czy� Uniwersytet Londy�ski z tytu�em baka�arza praw, a nast�pnie specjalizowa� si� jako adwokat. P�niej pracowa� przez kilka lat w przedsi�biorstwie pozyskiwania gazu naturalnego w Perth. Cho� pogr��eni w smutku tym rozstaniem, jeste�my szcz�liwi, �e nareszcie zrealizuje swe najskrytsze marzenia i powr�ci do swego ukochanego Hertfordshire, gdzie zamierza po�wi�ci� si� dzia�alno�ci spo�ecznej, medytacji transcedentalnej, oraz studiom nad �piewem gregoria�skim, Wybory nowego ko�cielnego b�d� mia�y miejsce w pierwsz� niedziel�, w kt�r� zbierze si� wymagane kworum dziewi�ciu parafian.




    gdzie nawet nie posadzono bluszczu. Zwykle tunele wype�nia�o �wiat�o ze �cian, na kt�rych ci�gle jeszcze niebieskawo b�yszcza�a warstwa metalu Heech�w. Kiedy� - nie ostatnio, ale jakie� sze�� czy siedem lat temu - znaleziono w nich artefakty, mo�na wi�c by�o w ka�dej chwili natkn�� si� na co�, za co daj� premi�.
    Ale nie bardzo mog�em zdoby� si� cho� na odrobin� zapa�u. C� w tym zabawnego, je�li i tak nie ma si� nic innego do roboty? - Czemu nie? - powiedzia�em, lecz par� minut p�niej, gdy zobaczy�em, gdzie jeste�my, zaproponowa�em: - Chod�my na chwil� do muzeum.
    - Bardzo dobrze - o�ywi�a si�. - Czy wiesz, �e zrobili ju� okr�g�� sal�? M�wi� mi o tym Miecznik�w. Uruchomili j�, gdy byli�my na wyprawie.
    Zmienili�my wi�c tras�, zjechali�my dwa poziomy i wyszli�my obok muzeum. "Okr�g�� sal�" nazwano niemal kuliste pomieszczenie tu� za nim. By�o ono bardzo du�e - mia�o ponad dziesi�� metr�w �rednicy, mo�e wi�cej. By wszystko dobrze obejrze�, musieli�my przymocowa� sobie wisz�ce obok wej�cia skrzyd�a podobne do tych, jakich u�ywa� Shicky. Klara ani ja nigdy przedtem nie mieli�my czego� takiego na sobie, ale posz�o nam �atwo. Na Gateway wszystko wa�y tak niewiele, �e najpro�ciej i najwygodniej by�oby si� porusza� lataj�c, gdyby oczywi�cie wewn�trz asteroidu starczy�o na to miejsca.
    Wlecieli�my wi�c do kuli i znale�li�my si� w �rodku wszech�wiata. �ciany sali pokrywa�y sze�ciok�tne p�ytki, ka�d� z nich wy�wietlano z niewidocznego dla nas �r�d�a, prawdopodobnie cyfrowo na ciek�e kryszta�y.
    - Jak tu �adnie! - zawo�a�a Klara.
    Otacza�a nas, nazwijmy to, globorama tego, co dotychczas odkry�y pionierskie statki. Gwiazdy, mg�awice, planety, satelity... Czasem niekt�re p�ytki pokazywa�y w�asny obraz, czyli znajdowa�o si� tam - niech si� chwil� zastanowi� - jakie� 128 odr�bnych scen. Pstryk - wszystkie si� zmieniaj�, znowu pstryk - i zaczynaj� si� zmienia�: cz�� pokazuje to samo, inne - zupe�nie co innego. Kolejny pstryk - i jedna ca�a p�kula roz�wietla si� mozaikowym obrazem galaktyki M-31 widzianej... nie wiadomo sk�d.
    - S�uchaj - powiedzia�em mocno przej�ty - to naprawd� bomba! - I rzeczywi�cie. Czu�em si�, jakbym uczestniczy� we wszystkich wyprawach, jakie kiedykolwiek mia�y miejsce, ale bez wysi�ku i uporczywego strachu.
    Nie by�o nikogo opr�cz nas, nie rozumiem dlaczego. To by�o takie �adne. Mo�na by si� raczej spodziewa� du�ej kolejki. Po jednej stronie zacz�y ukazywa� si� zdj�cia odnalezionych artefakt�w - r�nokolorowe wachlarze modlitewne, urz�dzenia do powlekania �cian, wn�trza statk�w, jakie� tunele, Klara wykrzykiwa�a, �e widzia�a cz�� z nich na Wenus, cho� nie wiem, jak je rozpozna�a. Potem znowu zacz�to wy�wietla� zdj�cia Kosmosu. Niekt�re z nich wydawa�y mi si� znajome. W jednym szybkim sze�cio czy o�miop�ytkowym uj�ciu rozpozna�em Plejady, obraz znik�, a na jego miejscu ukaza�a si� widziana z Kosmosu Gateway-2. Jej boki b�yszcza�y odbitym �wiat�em jasnych, m�odych gwiazd z s�siedztwa. Zobaczy�em co�, co mog�o by� Mg�awic� Ko�skiego �ba, by� te� pierzasty toroid gazu i py�u, prawdopodobnie Mg�awica Pier�cienia w konstelacji Liry lub tak zwany Francuski Obwarzanek odkryty par� orbit temu na niebie planety, na kt�rej napotkano �lady niedost�pnych, znajduj�cych si� pod zamarzni�tym morzem tuneli Heech�w.
    Zostali�my tam jakie� p� godziny, dop�ki nie zorientowali�my si�, �e chyba ogl�damy na powr�t te same zdj�cia, pofrun�li�my wtedy w kierunku wej�cia, odwiesili�my skrzyd�a i zrobili�my przerw� na papierosa w szerokim tunelu na zewn�trz muzeum.
    Min�y nas dwie kobiety, kt�re by�y chyba z ekipy porz�dkowej Korporacji, nios�y zwini�te, przypinane skrzyd�a.
    - Cze��, Klaro - pozdrowi�a nas jedna z nich. - Byli�cie w �rodku? Klara skin�a g�ow�. - Pi�kne! - powiedzia�a.
    - Korzystajcie, dop�ki mo�na - wtr�ci�a druga. - W przysz�ym tygodniu trzeba b�dzie za to p�aci� sto dolar�w. Jutro instalujemy w sali piezofony z pogadankami, a uroczyste otwarcie odb�dzie si� przed najbli�szym nap�ywem turyst�w.
    - Warto tyle zap�aci� - odpowiedzia�a Klara i spojrza�a na mnie. Zda�em sobie spraw�, �e mimo wszystko pali�em jej papierosa. Nie bardzo mnie by�o sta� na p�acenie pi�ciu dolar�w za paczk�, ale postanowi�em kupi� cho� jedn� z tego, co przeznaczy�em sobie na ten dzie�, i dopilnowa�, �eby wzi�a ode mnie tyle, ile ja od niej.
    - Chcesz jeszcze pochodzi�? - spyta�a.
    - Mo�e potem - odpowiedzia�em. Zastanawia�em si�, ilu ludzi zgin�o, by zrobi� te �liczne obrazki, kt�re ogl�dali�my. Raz jeszcze, pr�dzej czy p�niej, b�d� musia� si� podda� morderczej loterii statku Heech�w, lub w og�le da� za wygran�. Ciekaw by�em, czy to, o czym opowiedzia� mi Miecznik�w, rzeczywi�cie cokolwiek zmieni. Wszyscy ju� o tym m�wili, Korporacja zaplanowa�a podanie tego do og�lnej wiadomo�ci przez piezofon nast�pnego dnia.
    - A, w�a�nie - przypomnia�em sobie. - M�wi�a�, zdaje si�, �e widzia�a� si� z Miecznikowem?
    - Ciekawa by�am, kiedy o to spytasz - odpowiedzia�a. - Owszem. Zadzwoni� do mnie i powiedzia�, �e pokazywa� ci ten materia� o kodzie kolor�w. Zesz�am wi�c i wys�ucha�am tego samego. Co o tym my�lisz, Bob?
    Zgasi�em papierosa. - Podejrzewam, �e wszyscy z Gateway rzuc� si� na dobre loty, to wszystko.
    - Ale mo�e Dane co� rzeczywi�cie wie. Pracuje przecie� dla Korporacji.
    - Na pewno wie. - Wyci�gn��em si� i po�o�y�em na plecach, ko�ysz�c si� przy ma�ym ci��eniu. Zastanawia�em si�. - To wcale nie jest taki r�wny ch�op. By� mo�e, da nam zna�, je�li trafi si� co� dobrego, rozumiesz, co� ekstra, o czym wie. Ale nie za darmo.
    Klara u�miechn�a si�. - No to mi powie.
    - Co to znaczy?
    - Czasami dzwoni, �eby si� ze mn� um�wi�.
    - Do diab�a! - by�em ju� mocno zdenerwowany. Nie tylko zreszt� z powodu Klary, czy Dane'a. Raczej z powodu pieni�dzy. By�em z�y, �e je�li w przysz�ym tygodniu zechc� raz jeszcze zajrze� do okr�g�ej sali, b�dzie mnie to kosztowa�o po�ow� moich oszcz�dno�ci. Denerwowa�a mnie ponura, niewyra�na wizja majacz�ca w niedalekiej przysz�o�ci, gdy zn�w b�d� musia� podj�� decyzj�, by zrobi� to, co mnie cholernie przera�a�o. - Nie ufa�bym temu skurwysynowi!
    - Daj spok�j, Bob. Dane nie jest znowu taki z�y - powiedzia�a zapalaj�c nast�pnego papierosa i tak zostawiaj�c paczk�, bym w razie czego m�g� po ni� si�gn��. - Pod wzgl�dem seksualnym mo�e by� nawet interesuj�cy. Jest w nim co� nieokrzesanego, gwa�townego, brutalnego, jak zawsze u Byk�w. A poza tym ty jeste� dla niego r�wnie atrakcyjny jak ja.
    - O czym ty m�wisz?
    Wygl�da�a na rzeczywi�cie zaskoczon�. - My�la�am, �e wiesz, on dzia�a na dwie strony.
    - Nie da� nigdy tego po sobie pozna�... - Przerwa�em jednak przypominaj�c sobie, jak blisko sta�, gdy ze mn� rozmawia�, i jak niezr�cznie czu�em si� w jego obecno�ci.
    - Mo�e nie jeste� w jego typie - u�miechn�a si�. Tylko, �e nie by� to przyjemny u�miech. Wychodz�ca z muzeum para chi�skich robotnik�w spojrza�a na nas z zaciekawieniem, a potem uprzejmie odwr�ci�a wzrok.
    - Chod�my st�d - powiedzia�em.
    Poszli�my wi�c do B��kitnego Piekie�ka i oczywi�cie upar�em si�, by zap�aci� za siebie. Czterdzie�ci osiem dolar�w przep�yn�o mi przez gard�o w ci�gu jednej godziny. I wcale nie by�o to takie fajne. Wyl�dowali�my znowu u niej i znowu w ��ku. To r�wnie� nie by�o takie fajne. K��tnia ci�gle wisia�a w powietrzu, gdy sko�czyli�my. A czas ucieka�.
    S� ludzie, kt�rzy nie umiej� przekroczy� pewnej bariery w rozwoju emocjonalnym. Potrafi� tylko bardzo kr�tko �y� z partnerem w spos�b nieskr�powany i pe�en oddania. Co� w �rodku nie pozwala im jednak na szcz�cie. Im lepiej maj�, tym wi�ksz� czuj� potrzeb�, by to zniszczy�.
    Kiedy razem z Klar� wtoczy�em si� po Gateway, zacz��em podejrzewa�, �e ja te� jestem taki. A �e Klara jest taka, tego by�em pewien. Nigdy nie potrafi�a wytrzyma� z �adnym m�czyzn� d�u�ej ni� kilka miesi�cy, sama mi to powiedzia�a. Ja ju� prawie zbli�a�em si� do jej rekordu. I to j� irytowa�o.
    W du�ej mierze Klara by�a znacznie bardziej dojrza�a i odpowiedzialna ni� ja. Cho�by to, jak dosta�a si� na Gateway. Ona nie wygra�a na loterii, by zap�aci� za bilet. Pieni�dze usk�ada�a przez wiele lat mozolnej pracy i oszcz�dzania. By�a pilotem o pe�nych kwalifikacjach, z licencj� przewodnika i tytu�em in�yniera. �y�a jak robotnik, cho� mog�a sobie pozwoli� na trzypokojowe mieszkanie w tunelach Heech�w na Wenus, wakacje na Ziemi i Wy�szy Serwis Medyczny. Wiedzia�a znacznie wi�cej ni� ja o uprawie �ywno�ci na substratach w�glowodorowych, mimo tych wszystkich lat, kt�re prze�y�em w Wyoming (Zainwestowa�a w kopalni� �ywno�ci na Wenus, a nigdy w �yciu nie w�o�y�a z�amanego grosza w co�, czego by w pe�ni nie rozumia�a). Na wyprawie by�a starsza stopniem. Miecznik�w j� w�a�nie chcia� do swego statku - je�li w og�le kogokolwiek - a nie mnie. Ona by�a przecie� moj� instruktork�!
    Ale gdy chodzi o nas dwoje, by�a r�wnie nierozs�dna i zawzi�ta jak ja - z Sylwi�, Deen�, Janice, Liz�, Ester lub z jak�kolwiek inn� dziewczyn� z moich kr�tkotrwa�ych romans�w, kt�re od czas�w Sylwii zawsze ko�czy�y si� �le. Wed�ug niej dlatego, �e by�a spod znaku Strzelca, a ja Bli�ni�t. Strzelcy s� przewiduj�cy, kochaj� wolno��. My, biedne Bli�ni�ta, jeste�my okropnie zawik�ane i niezdecydowane.
    - Nic dziwnego - powiedzia�a z powag� pewnego ranka podczas �niadania w jej pokoju (zgodzi�em si� tylko na par� �yk�w kawy) - �e nie mo�esz si� zdecydowa� na kolejn� wypraw�. To nie tylko fizyczny strach, drogi Robinette. Cz�� twej bli�niaczej natury pragnie triumfu. Druga pragnie kl�ski. Ciekawe, kt�rej z nich pozwolisz zwyci�y�?
    - Odpieprz si�, kochanie - da�em jej wymijaj�c� odpowied�. Roze�mia�a si� i jako� prze�yli�my kolejny dzie�. Ale dopi�a swego.
    Korporacja og�osi�a oficjalnie to, czego oczekiwano, i rozpocz�o si� ogromne zamieszanie pe�ne dyskusji, plan�w, domys��w i interpretacji. By�y to bardzo gor�ce chwile. Korporacja wybra�a z zapas�w komputerowych dwadzie�cia lot�w o niskim zagro�eniu i wysokim wska�niku przewidywanych zysk�w. Ludzie zg�osili si�, wsiedli na statki i wyruszyli w ci�gu tygodnia.
    Ja nie polecia�em �adnym z nich, Klara te� nie, i starali�my si� na ten temat nie rozmawia�.
    Dziwne, ale Dane Miecznik�w te� nie polecia�. Co� wiedzia�, albo przynajmniej tak twierdzi�. Mo�e zreszt� tylko nie m�wi�, �e nie wie, kiedy go spyta�em, popatrzy� na mnie jedynie tym swoim gro�nym, pogardliwym wzrokiem i nic nie odpowiedzia�. Nawet Shicky'emu prawie uda�o si� za�apa�. W ostatniej jednak chwili ubieg� go ten m�ody Fin, kt�ry nigdy nie znalaz� kogo�, z kim m�g�by si� porozumie�. W za�odze by�o czterech Saudyjczyk�w i wszyscy chcieli by� razem, wi�c wzi�li go na pi�tego. Nie wyruszy�a r�wnie� Louise Forehand, poniewa� czeka�a zgodnie z umow� na powr�t kogo� z rodziny. W kantynie Korporacji mo�na by�o zje�� bez kolejki i na ca�ym naszym korytarzu by�y wolne pokoje.
    - Chyba si� wybior� do psychiatry - powiedzia�a pewnego wieczoru Klara.
    Podskoczy�em. To by�a niespodzianka. Nawet gorzej - zdrada. Klara wiedzia�a o moim psychotycznym k�opocie i co my�l� o psychoterapii.
    Powstrzymywa�em si� od pierwszych dziesi�ciu uwag, jakie mi przysz�y do g�owy - taktycznej: "Bardzo si� ciesz�, najwy�sza pora" hipokrytycznej:
    "Bardzo si� ciesz�; chcia�bym ci pom�c, tylko powiedz jak", czy te� strategicznej: "Bardzo si� ciesz�; gdyby mnie na to by�o sta�, te� bym si� pewnie wybra�". Zrezygnowa�em te� z jedynej prawdziwej odpowiedzi, kt�ra brzmia�aby nast�puj�co: "Rozumiem, �e ta decyzja jest form� pot�pienia mnie za to, �e robi� ci zam�t w g�owie". W og�le nie powiedzia�em nic i po chwili rzek�a:
    - Potrzebuj� pomocy. Bob. Czuj� si� zagubiona.
    Wzruszy�a mnie tym i si�gn��em po jej d�o�. Pozostawi�a j� bezw�adn� w moim u�cisku, ani go nie oddaj�c, ani nie pr�buj�c si� wyrwa�. - M�j profesor od psychologii uwa�a�, �e to pierwszy krok, gdy zdajesz sobie spraw� z tego, �e masz problem. Ja wiem o tym od d�u�szego czasu. Drugi krok - to podj�� decyzj�, czy chcesz ten problem mie� nadal, czy te� chcesz co� zrobi�, by si� go pozby�. Zdecydowa�am si� na to drugie.
    - Dok�d p�jdziesz? - zada�em ostro�ne pytanie.
    - Nie wiem jeszcze. Terapia grupowa nie daje chyba dobrych efekt�w. Na G��wnym Komputerze Korporacji pracuje podobno maszyna psychoanalityczna. To by�oby najta�sze.
    - Tanie to nic nie warte - odpowiedzia�em. - W m�odo�ci sp�dzi�em dwa lata z tymi maszynami. Te� mia�em ze sob� troch� problem�w.
    - I od tamtej pory funkcjonujesz ju� przez dwadzie�cia lat - zauwa�y�a s�usznie. - Chyba si� na to zdecyduj�, przynajmniej na razie.
    Pog�aska�em j� po d�oni. - Cokolwiek zrobisz, b�dziesz mia�a racj� - powiedzia�em �agodnie. - Ja te� mia�em przez ca�y czas wra�enie, �e lepiej by nam by�o, gdyby uda�o ci si� nieco zapomnie� o tych kompleksach z dzieci�stwa. Wszyscy pewnie jeste�my tacy sami, ale wola�bym, �eby� z�o�ci�a si� na mnie za to, i� jestem taki a nie inny, a nie widz�c we mnie swojego ojca czy co�.
    Odsun�a si� i spojrza�a na mnie. Nawet w nik�ym blasku metalu Heech�w wida� by�o zdziwienie na jej twarzy. - O czym ty m�wisz?
    - Jak to? O twoich k�opotach. Musia�o ci� du�o kosztowa� przyznanie si� przed sob�, �e potrzebujesz pomocy.
    - Owszem - odpowiedzia�a. - Tylko ty, zdaje si�, nie rozumiesz, na czym ten problem polega. Samo bycie z tob� nie jest problemem. Ty sam mo�esz by� problemem. Ju� sama nie wiem. Martwi mnie przede wszystkim m�j brak zdecydowania. Nie mog� podj�� �adnej decyzji. Tak d�ugo odk�ada�am ten nast�pny lot, no i poza tym, tylko si� nie obra�aj... to, �e wybra�am m�czyzn� spod znaku Bli�ni�t na towarzysza wyprawy...
    - Nie znosz� tych astrologicznych bzdur!
    - Ty naprawd� masz powik�an� osobowo��, dobrze o tym wiesz. A ja ju� zaczynam na tobie polega�. Nie chc� tak �y�.
    Od pewnego czasu obydwojgu nam odechcia�o si� spa�, by�y dwa wyj�cia z tej sytuacji. Mogli�my zacz�� wypomina� sobie: "A przecie� m�wi�e�, �e mnie kochasz!", a potem urz�dzi� scen� w stylu "Nie znios� tego d�u�ej!", kt�ra zako�czy�aby si� na powr�t w ��ku albo definitywnym rozstaniem, mogliby�my r�wnie� zrobi� co�, co pozwoli�oby nam zapomnie� o tym wszystkim. Klara rozumowa�a najwyra�niej podobnie jak ja, bo wysun�wszy si� z hamaka zacz�a si� ubiera�.
    - Chod�my do kasyna - powiedzia�a z promiennym u�miechem. - Czuj�, �e dzisiaj b�d� mia�a szcz�cie.
    �adne statki nie sta�y na Gateway, zabrak�o wi�c turyst�w. Poszukiwaczy by�o te� niewielu, poniewa� w ostatnich tygodniach sporo ich wyruszy�o. Prawie po�owa sto��w by�a nieczynna, pokryto je zielonymi pokrowcami. Klara jednak znalaz�a miejsce, wzi�a stosik studolarowych �eton�w, a rozdaj�cy karty pozwoli� mi usi��� przy niej, mimo �e nie gra�em. - M�wi�am ci, �e dzisiaj b�d� mia�a szcz�cie - powiedzia�a, gdy po dziesi�ciu minutach zgarn�a ponad dwa tysi�ce.
    - Nie�le ci idzie - zach�ci�em j� do dalszej gry, cho� ja si� bawi�em �rednio. Wsta�em, by si� troch� pokr�ci� po lokalu. Dane Miecznik�w pieczo�owicie karmi� pi�ciodolar�wkami automat, lecz nie przejawia� zbytniej ochoty do rozmowy. Nikt nie gra� w bakarata. Powiedzia�em Klarze, �e skocz� do B��kitnego Piekie�ka na kaw� (pi�� dolar�w, ale w czasach takiego w�a�nie zastoju potrafili dolewa� za darmo). Pos�a�a mi u�miech nie spuszczaj�c ani na chwil� wzroku z kart.
    W B��kitnym Piekie�ku Louise Forehand popija�a rakiet�wk� z wod�. W zasadzie nie by�a to prawdziwa rakiet�wka, ale po prostu staro�wiecka


RAPORT LOTU


    Pojazd A3-7. Wyprawa 022D55. Za�oga S. Rigney, E. Tsien, M. Sindler.
    Czas lotu 18 dni O godzin. Osi�gni�ty cel w pobli�u Ksi Pegaza A.
    Resume: "Wyszli�my z nad�wietlnej na bliskiej orbicie wok� planety w odleg�o�ci ok. 9 j.a. od s�o�ca. W pobli�u r�wnika odkryli�my promieniowanie Heech�w, mimo �e planeta pokryta jest �niegiem. Rigney i Mary Sindler wyl�dowali tam i z pewnymi trudno�ciami, poniewa� miejsce to jest g�rzyste, dotarli do wolnego od �niegu ciep�ego obszaru, na kt�rym znajdowa�a si� metaliczna kopu�a. Wewn�trz natrafiono na liczne artefakty Heech�w, jak na przyk�ad dwa puste l�downiki, sprz�ty domowe o nieznanym przeznaczeniu i spiral� grzejn�. Uda�o nam si� przetransportowa� na statek wi�kszo�� mniejszych przedmiot�w. Nie powiod�o si� natomiast ca�kowite zatrzymanie procesu grzania si� spirali, zmniejszyli�my jedynie nat�enie i umie�cili�my j� w l�downiku. Mimo to Mary i Tsien w czasie lotu powrotnego odwodnili si� i zapadli na �pi�czk�.
    Ocena Korporacji: Spirala grzejna poddana zosta�a analizie i zrekonstruowana. Za�odze przyznano nagrod� 3 min dolar�w. Nagroda 25 000 dol. za ka�dy kilogram przedmiot�w, ��cznie 675 000 dol. zaliczone na poczet przysz�ego wykorzystania, o ile nast�pi.




    bia�a whisky wyprodukowana z tego, co w tym tygodniu obrodzi�o w zbiornikach hydroponicznych. U�miechn�a si� przyja�nie, wi�c si� do niej przysiad�em.
    Nagle zda�em sobie spraw�, �e ca�y czas jest sama. W zasadzie nie mia�a po temu powod�w. By�a - cho� trudno to nawet okre�li� - jakby jedyn� nie agresywn�, nie wymagaj�c� i nigdy nie robi�c� mi wyrzut�w osob� na Gateway. Wszyscy pozostali albo domagali si� ode mnie tego, czego nie chcia�em da�, albo nie chcieli wzi�� tego, co im ofiarowywa�em. Louise by�a zupe�nie inna. By�a dobre dziesi�� lat starsza ode mnie i naprawd� bardzo �adna. Tak jak ja nosi�a jedynie standardowe kr�tkie kombinezony Korporacji produkowane w trzech ma�o atrakcyjnych kolorach. Ale przerabia�a je na dwucz�ciowy komplet z obcis�ymi szortami, lu�n�, wyci�t� g�r� i ods�oni�tym brzuchem. Zorientowa�em si�, �e przygl�da mi si�, jak j� taksuj�, i nagle poczu�em si� nieswojo.
    - Fajnie wygl�dasz - powiedzia�em.
    - Dzi�kuj�. To tylko standardowe - pochwali�a si� u�miechem. - Nigdy nie by�o mnie sta� na nic lepszego.
    - Odk�d ci� znam, zawsze ci to wystarcza�o - odpowiedzia�em szczerze, ona za� zmieni�a temat.
    - Podobno wraca jaki� statek - stwierdzi�a. - M�wi�, �e wyruszy� dawno temu.
    Wiedzia�em, co to dla niej znaczy i zrozumia�em, dlaczego siedzi w Piekie�ku, zamiast dawno spa�. Wiedzia�em te�, �e martwi si� o c�rk�, ale nie pozwala, by j� to obezw�adnia�o.
    Mia�a idealny stosunek do zawodu poszukiwacza. Ba�a si� wyruszy�, co jest zupe�nie zrozumia�e. Ale nie dopuszcza�a, by strach j� parali�owa�, ogromnie to w niej podziwia�em. Teraz, tak jak si� um�wili, nadal czeka�a na kogo� z rodziny, by wyruszy� ponownie, w ten spos�b wracaj�cy zawsze zastawa� na Gateway jednego z cz�onk�w rodziny.
    Opowiedzia�a mi troch� o ich �yciu, je�eli to mo�na nazwa� �yciem. Mieszkali w pu�apkach na turyst�w, czyli w wenusja�skim Wrzecionie, �yli z tego, co wyciskali z kr��ownik�w. Pieni�dzy do wzi�cia by�o sporo, ale konkurencja silna. Jak si� dowiedzia�em, Forehandom uda�o si� nawet pewnego razu za�o�y� klub nocny - z muzyk�, dancingiem, wyst�pami. Zdaje si�, �e by�o im wtedy nienajgorzej, przynajmniej jak na wenusja�skie warunki. Lecz przez wi�kszo�� roku przebywa�o niewielu turyst�w i w�wczas rzuca�o si� na nich mn�stwo innych s�p�w walcz�cych cho�by o och�apy, tak �e nie dla wszystkich starcza�o. Sess i syn (ten, kt�ry zmar�) pr�bowali pracowa� jako przewodnicy. Mieli stary aerolot, kupili go po wypadku i odremontowali. Ale nie by�o z tego du�ej forsy. Dziewczyny ima�y si� wszystkich mo�liwych zaj��. By�em wr�cz pewien, �e przynajmniej Louise przez pewien czas by�a dziwk�, cho� te� wiele z tego nie wyci�ga�a. Stoczyli si� ju� prawie na dno, zanim uda�o im si� dosta� na Gateway.
    Nie pierwszy raz tak si� m�czyli. Musieli si� ju� zdrowo namordowa�, by najpierw wydosta� si� z Ziemi, gdy zrobi�o si� tam tak �le, �e Wenus wygl�da�a na mniej beznadziejn� alternatyw�. Mieli w sobie wi�cej ni� ktokolwiek inny odwagi i woli, by rzuci� wszystko i polecie�.
    - Jak wam si� uda�o zap�aci� za podr� dla wszystkich? - spyta�em.
    - Na Wenus - powiedzia�a Louise ko�cz�c drinka i patrz�c na zegarek - dotarli�my najtaniej, jak mo�na. Wielkim transportowcem wraz z dwustu dwudziestoma innymi imigrantami. Spali�my w zapi�tych szelkach, wystawali�my w kolejce po to, by sp�dzi� dwie minuty w toalecie, jedli�my prasowany suchy prowiant i pili�my wod� z zamkni�tego obiegu. Jak na czterdzie�ci tysi�cy za osob�, by�y to cholernie ci�kie warunki. Na szcz�cie jeszcze wtedy nie mieli�my dzieci z wyj�tkiem Hata, a on by� jeszcze ma�y, wi�c za niego p�aci�o si� tylko �wier� biletu.
    - Hat to tw�j syn? Co...
    - Umar� - odrzek�a.
    Czeka�em na co� jeszcze, ale powiedzia�a tylko: - Powinni mie� ju� ��czno�� radiow� z tym statkiem.
    - Podaliby wiadomo�� przez piezofon.
    Skin�a g�ow� i przez chwil� wygl�da�a na zmartwion�. Korporacja zazwyczaj informuje o zbli�aniu si� statk�w. Je�li ��czno�ci brak - wiadomo - zmar�ym trudno j� nawi�za�. Wi�c staraj�c si� odegna� jej smutne my�li opowiedzia�em o postanowieniu Klary. Wys�ucha�a mnie i k�ad�c mi r�k� na d�oni spyta�a: - Nie z�o�� si� na mnie, Bob, ale czy ty sam nie my�la�e� kiedy� o tym, by porozmawia� z psychiatr�?
    - Nie sta� mnie na to.
    - Nawet na grup�? Na Poziomie Zakochanych jest zesp� terapii Jano-va. Czasem ich s�ycha�. Widzia�am te� og�oszenia innych grup - analiza transakcyjna, Est, odwzorcowywanie. Oczywi�cie wiele z nich mo�e ju� nie istnieje, bo cz�onkowie wylecieli.
    Jednak�e uwag� skupia�a nie na mnie. Z naszego miejsca wida� by�o wej�cie do kasyna, jeden z krupier�w z zaciekawieniem rozmawia� z cz�onkiem za�ogi chi�skiego kr��ownika. Louise patrzy�a w ich stron�.
    - Co� si� dzieje - powiedzia�em. - Mia�em jeszcze doda�: "Chod�my zobaczy�", ale ona ju� wsta�a i sz�a w kierunku kasyna.
    Gr� przerwano. Wszyscy skupili si� wok� stolika do gry w oko. Dane Miecznik�w siedzia� na zwolnionym przeze mnie miejscu obok Klary maj�c przed sob� kilka dwudziestopi�ciodolarowych �eton�w. Po�rodku, na sto�ku rozdaj�cego karty rozsiad� si� Shicky. - Nie - m�wi�, gdy podchodzi�em - nie znam nazwisk, ale to Pi�tka.
    - Czy jeszcze �yj�? - spyta� kto�.
    - O ile wiem, to tak. Cze��! - uprzejmie skin�� g�ow� w naszym kierunku. - Ju� s�yszeli�cie, jak widz�.
    - W�a�ciwie to nie - powiedzia�a Louise, mimowolnie si�gaj�c po moj� r�k�. - Tyle tylko, �e wr�ci� jaki� statek. Ale nie znasz nazwisk?
    Dane Miecznik�w odwr�ci� g�ow� obrzucaj�c j� w�ciek�ym spojrzeniem. - Kogo obchodz� nazwiska? - warkn��. - Najwa�niejsze, �e to nikt z nas. A poza tym to du�y statek. - Podni�s� si�. Jeszcze wyra�niej by�o wida�, jak bardzo jest z�y, zapomnia� nawet zabra� ze sto�u �etony. - Id� tam - o�wiadczy�. - Chcia�bym zobaczy�, jak wygl�da �yciowy sukces.
    Ludzie z kr��ownik�w otoczyli l�dowisko, ale jednym ze stra�nik�w by� Francy Hereira. Wok� zlotni t�oczy�a si� jaka� setka ludzi, a stawia� im czo�a jedynie Hereira i dwie dziewczyny z ameryka�skiego kr��ownika. Miecznik�w rzuci� si� ku wylotowi szybu usi�uj�c co� zobaczy�, zanim jedna z dziewcz�t zd��y�a go przegoni�. Widzieli�my, jak rozmawia z jakim� pi�ciobransoletkowym poszukiwaczem. W mi�dzyczasie wy�apywali�my strz�py plotek.
    - ... omal nie zgin�li. Zabrak�o im wody...
    - ... S� tylko wycie�czeni. Nic im nie b�dzie...
    - ... Dziesi�� milion�w dolar�w premii, co do grosza, no i jeszcze procenty!
    Klara wzi�a Louise pod r�k� i poci�gn�a j� do przodu. Przepcha�em si� za nimi. - Czy wiadomo, czyj to statek? - spyta�a.
    Hereira pos�a� jej nik�y u�miech i skin�� g�ow� w moim kierunku.
    - Jeszcze nie - powiedzia�. - W�a�nie to sprawdzaj�.
    - Co znale�li? - krzykn�� kto� z ty�u.
    - O ile wiem, nowe artefakty.
    - Ale to by�a Pi�tka? - spyta�a Klara.
    Hereira przytakn��, potem zajrza� w d�. - Dosy� ju�, przyjaciele - powiedzia�. - Teraz prosz� si� cofn��. Zaraz zaczn� ich wyprowadza�.
    Cofn�li�my si� odrobin�, ale by�o to i tak bez znaczenia, nie wyprowadzano ich na naszym poziomie. Pierwszy wyjecha� jaki� wa�niak z Korporacji, kt�rego nazwiska nie mog�em sobie przypomnie�, p�niej chi�ski stra�nik, potem sanitariusze pomagaj�cy m�czy�nie w szpitalnym kitlu. Sk�d� zna�em jego twarz, ale nie pami�ta�em, jak si� nazywa, widzia�em go na jakim� po�egnalnym przyj�ciu, mo�e zreszt� na niejednym. By� to niewysoki, starszy Murzyn, kt�ry lata� ju� dwa lub trzy razy, ale bez sukces�w. Teraz mia� oczy otwarte, nawet wyraziste, lecz wygl�da� na kra�cowo wycie�czonego. Oboj�tnie popatrzy� na t�um zebranych wok� wej�cia do zlotni, a potem znikn�� z oczu.
    Odwr�ci�em si� i zobaczy�em, �e Louise mia�a przymkni�te oczy i cicho p�aka�a. Klara otoczy�a j� ramieniem. Przesuwaj�c si� wraz z t�umem dotar�em do nich i spojrza�em na Klar� pytaj�co. - To Pi�tka - odpowiedzia�a cicho. - Jej c�rka by�a w Tr�jce.
    Wiedzia�em, �e Louise to us�ysza�a, wi�c pog�aska�em j� i rzek�em, �e bardzo mi przykro. I wtedy uchyli� si� otw�r szybu i spojrza�em w d�.
    Uda�o mi si� w mgnieniu oka zauwa�y�, jak wygl�da dziesi�� czy dwadzie�cia milion�w dolar�w. By�a to sterta sze�ciok�tnych skrzynek z metalu Heech�w, nie szerszych ni� p� metra i ca�kiem niskich. Potem us�ysza�em, jak Francy Hereira prosi, �ebym si� cofn��. Odsun��em si� wi�c od szybu i wtedy wy�oni�a si� nast�pna osoba w szpitalnym uniformie. Nie zauwa�y�a mnie, mia�a zamkni�te oczy. Ale ja j� pozna�em. To by�a Sheri.



Strona g��wna     Indeks